Posty

Chorobliwe ambicje

 Dzisiaj dość dosłownie (co u mnie rzadko się zdarza) . Czy kiedykolwiek wpadliście w stan, w którym dążyliście do celu, kompletnie nie oglądając się za siebie i nie zważając na konsekwencje płynące z takich działań? Gdy Wasze ambicje były aż tak duże, że ignorowaliście cały boży świat i wszystko wokół? Gdy zapomnieliście o własnym zdrowiu i równie często ignorowaliście pamięć o Waszej rodzinie i Waszych przyjaciołach? (albo zapomnieliście o swojej działalności blogerskiej, do której przystąpiliście z ogromną radością?) Ja przez ostatni tydzień żyłam właśnie w takiej napompowanej ambicjami bańce. Byłam tylko ja, notatki, książki oraz sesja, nic więcej. To samo zjawisko miało miejsce też lekko ponad rok temu, gdy w stresie przygotowywawałam się do Olimpiady Historycznej. Nadal pamiętam tę sylwestrową noc, kiedy po północy zadzwoniły do mnie przyjaciółki, a ja chciałam jak najszybciej zakończyć rozpoczętą rozmowę i wrócić do, oczywiśćie, książek. Najlepsze jest to, że w pewnym...

Umarł król, niech żyje król!

Ten blog miał zacząć funkcjonować, gdy nie skończyłam jeszcze 18. lat. Gdy w mojej świadomości dopiero odradzała się miłość do historii i poezji; gdy korzystałam z zamiłowaniem z oferty biblioteki wojewódzkiej i z polecenia przyjaciółki wypożyczyłam tomik haiku (uwaga dla osób, które mnie znają: było to jeszcze przed nawrotem mojej egiptomanii). Rzeczony tomik może i nie rozbudził mocno mojej wyobraźni, nie wzbogacił mnie literacko, ale podsunął mi inspirację, która manifestuje się teraz w nazwie bloga. Tak jakoś wyszło, jako dziewiętnastolatka nie odpowiadam za to, co jako siedemnastolatka miałam w głowie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po prostu chciałam ukazać swoją wyższość językową i poetycką, ale dzisiaj patrzę na tę wizję z dużym grymasem wypisanym na twarzy i myślę: "cholera, ale byłam debilką".  Tytuł tego posta nie jest jednoznaczny, w historii zapisał się jako swego rodzaj komunikat stosowany, gdy niedługo po zgonie władcy we wręcz ekspresowym tempie ...